
Przeczytałem w życiu kilka książek o narkotykach, ale niewiele z nich było tak rzetelnych jak Amsterdam Parano autorstwa Michała Puchalaka. Widać, że autor wie o czym pisze.
Zresztą - nawet nie próbuje tego przed nami ukryć, gdyż Amsterdam Parano to nic innego, jak zapis ogromnej, kilkuletniej, prawie nieprzerwanej fazy. Dzięki niej autor wiele stracił, ale również trochę zyskał i przeżył kilka niecodziennych przygód. Czy pomimo tego przesłaniem książki jest frazes „Narkotyki to zło!”? Nie, gdyż jeżeli będzie się z nich korzystać w sposób odpowiedzialny, to mogą zagwarantować nam dobrą zabawę.
Oczywiście, nie w Polsce, gdyż u nas większość osób jest przeciwna tego typu rzeczom, pomimo faktu, że guzik na ich temat wie, a jedyną używką - inną niż papierosy i alkohol - jakiej w życiu spróbowali jest kawa. Pan Puchalak spróbował o wiele więcej, a przynajmniej tak napisał w swojej książce. Specjalistą nie jestem, ale jak dla mnie większość zamieszczonych tam przygód była opisana w rzetelny sposób (chociaż w niektóre fragmenty trudno jest uwierzyć).
W Amsterdam Parano można także znaleźć wiele zabawnych historii. Jedną z moich ulubionych jest opis imprezy, na której główny bohater - będący również autorem książki - zagląda do piekarnika w poszukiwaniu swojego kolegi. Wydawało mu się, że będzie on tam próbował znaleźć piłkę do koszykówki.
Nie jest jednak tak, że autor uważa, że wszystkie narkotyki są dobre. W końcu sam przyznał, że stracił przez nie wielu znajomych, a nawet kilku prawdziwych przyjaciół. Z drugiej strony – styl życia prezentowany w książce, według oficjalnych danych dotyczących narkotyków, dawno powinien dla osób tam opisywanych zakończyć się śmiercią, a tak się na szczęście nie stało. Niewątpliwie jest to książka dla osób, które szukają innego punktu widzenia (nie tylko na sprawy związane z narkotykami). Mi się podobała.
„Amsterdam Parano”
Michał Puchalak
Wydawnictwo COMM
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 328
Cena detaliczna: 34,90 zł