
Jest tak, jak napisałem w temacie i dlatego też nie opiszę dokładnie, jak wygląda organizacja w WORDZIE i co o tym wszystkim myślę. Wspomnę tylko, że czekanie półtorej godziny aż ktoś przeczyta nazwisko i spróbuje się przy tym nie pomylić żeby móc się udać na plac manewrowy, to rzecz normalna. O matko, aż mi się, kurwa, zepsuł dobry humor. W końcu wstajemy, patrzymy na kartkę z osobami mającymi na dzisiaj wyznaczony egzamin i czytamy. Właściwie to nawet nie czytamy, gdyż mej lubej tam po prostu nie ma. Więc pytam, czy na pewno egzamin ma na dzisiaj. Mówi, że tak, a na dowód pokazuje mi kartkę z rejestracji. No to pożyczam listę osób z tablicy i pędzę do takiego pokoju, w którym siedzą i dumają panie.
- Dzień dobry, ja chciałem się zapytać o jedną rzecz. Mamy – znaczy się: dziewczyna ma – egzamin wyznaczony na 13:30, jest piętnasta, a my jak durnie siedzimy w tej poczekalni.
- A skąd ma pan tę kartkę z tablicy?
- Z tablicy.
- A kto ją zerwał?
- Nie zerwał, tylko pożyczył.
- Na wieczne oddanie? - No i kurwa! Ktoś się stresuje egzaminem, wszystko jest do dupy zorganizowane, a my rozmawiamy o durnej kartce formatu A5. Ale nic – myślę - trzeba działać rozważnie.
- To ja ją później przyczepię, a może pani sprawdzić, czy tam wszystko w porządku?
- Proszę przyjść z dowodem.
- Mam numer dowodu i pesel.
- Nie mogę panu podać żadnych danych, niech przyjdzie tu dziewczyna i sama zapyta. Tu też słychać głos wywołujący z głośnika, więc może podejść.
Nie odpowiedziałem, tylko pomyślałem sobie: kurwa i poszedłem z powrotem do poczekalni. W międzyczasie – zgodnie z danymi statystycznymi – wydarzyły się pewnie ze trzy wypadki drogowe, z których jeden był spowodowany przez kierowcę mającego prawo jazdy krócej niż rok i nagle – chociaż sam w to nie wierzę – wywołano nas! Znaczy się ją, moją dziewczynę. Teraz siedzę i trzymam kciuki, a jednocześnie piszę ten tekst.